"Będzie bolało. Sekretny dziennik młodego lekarza" Adam Kay


Odkąd w Polsce rozpoczęły się strajki rezydentów, coraz głośniej mówi się o przepracowaniu młodych lekarzy oraz o ich płacy - zbyt niskiej, biorąc pod uwagę zakres obowiązków i w porównaniu do innych prestiżowych zawodów. Lekarze będący w trakcie rezydentury, bardzo często wykonują te same czynności, co ich starsi koledzy specjaliści i już nawet od pierwszych tygodni realizacji programu biorą za pacjentów pełną odpowiedzialność (czego, jako studentka kierunku lekarskiego, wielokrotnie byłam świadkiem).

W okresie, kiedy u Nas trwała fala protestów, w Wielkiej Brytanii ukazała się autobiografia Adama Kay'a "Będzie bolało. Sekretny dziennik młodego lekarza". Książka opowiada o życiu młodego lekarza, przedstawia ścieżkę jego kariery od momentu zakończenia studiów do momentu zrezygnowania z pracy w tym zawodzie. Nie, nie jest to spoiler - autor we wstępie pisze, że po 6 latach praktyki porzucił medycynę. Dlaczego? O czynniku, który go do tego skłonił, dowiadujemy się pod koniec książki, ale na tę decyzję składało się wiele wydarzeń z życia Kay'a.
Dobry lekarz musi mieć ogromne serce i szeroką aortę, którą płynie cała rzeka współczucia i ludzkiej dobroci. 
Książka ma formę dziennika. Kay pisze o przeróżnych sytuacjach, jakie spotkały go podczas pracy w szpitalu. Możemy znaleźć tu wiele anegdotek, które sprytnie, często zabawnie komentują codzienne, szpitalne życie. Autor zwraca uwagę na relacje między młodymi lekarzami na różnym etapie drogi zawodowej a specjalistami, a w zasadzie mówi to tym, że ta relacja nie istnieje. Specjaliści, choć teoretycznie sprawują opiekę nad rozwojem stażystów i rezydentów, w praktyce pojawiają się szpitalu w zasadzie tylko wtedy, gdy dany przypadek jest na tyle ciężki, że starszy rezydent nie może sobie z nim poradzić. W książce nie raz znajdujemy przykład na to, że młodzi lekarze rzucani są na głęboką wodę i zleca się im wykonywanie procedur samodzielnie, podczas gdy nie mieli okazji dokładnie przećwiczyć ich z przełożonymi czy starszymi kolegami. Co więcej - wedle zasady "zobacz, zrób, naucz innych" starsi stażyści i rezydenci biorą odpowiedzialność nie tylko za leczonych pacjentów, ale również za innych lekarzy, którzy są mniej doświadczeni. 

Kay zwraca uwagę na błędy systemu opieki zdrowotnej w Wielkiej Brytanii, przez co dochodzi do zjawisk tj. przepracowanie, przemęczenie, stres, problemy zdrowotnie i psychiczne u młodych lekarzy. Autor pisze też o tym, jak bardzo ucierpiały jego relacje z bliskimi przez to, że nie mógł wziąć dnia wolnego albo musiał zostać dłużej w pracy. Stare kontakty topnieją i nie ma też czasu na nawiązywanie nowych. Kilka razy można też dostrzec, jak bardzo osoby wykonujące zawód niezwiązany medycyną nie potrafią się wczuć w sytuację autora i nie dowierzają, że ciągły brak czasu jest spowodowany "tylko" pracą. 
Powiedziałem pacjentowi, że będzie miał rezonans magnetyczny dopiero w następnym tygodniu. Pacjent zrewanżował się groźbą, że połamie mi nogi. Moją pierwszą myślą było: ,,Dostałbym kilka tygodni zwolnienia''. Niewiele brakowało, a zaproponowałbym mu, że poszukam kija baseballowego.
Rozpisałam się nt. faktów z życia autora, co do których może się wydawać, że są przytłaczające dla czytelnika. Tak jednak nie jest. To wszystko, co opisałam powyżej, jest wplecione w kombinację złożoną z sarkazmu, ironii i zabawnych anegdotek. Kay nie podaje nazwisk pacjentów - stosuje inicjały lub inne określenia, by pozostali oni anonimowi. Przytacza wiele ciekawych wymian zdań między personelem medycznym a pacjentami. Z niewiedzy pacjentów o terminologii medycznej wyniknęło wiele zabawnych sytuacji, które sprawiły, że nie raz głośno się zaśmiałam. Czasem może zaskakiwać to, jak niewiele ludzie wiedzą o swoim ciele i funkcjonowaniu organizmu. Autor zadbał jednak o to, żeby jego czytelnicy nie czuli się przytłoczeni nadmiarem nieznanych nazw i skrótów - wszystkie te rzeczy, które mogłyby być dla nas nieznane, autor opisał krótko w przypisach. Dzięki temu przeciętny czytelnik dowie się, czym są KTG, stan przedrzucawkowy, syntocinon, furosemid i wiele innych. Moim zdaniem jest to duży plus tej książki - oprócz tego, że jest autobiografią i zawiera ciekawe historie, to jest też małym zbiorem medycznej wiedzy. 

Czy książka jest dla każdego? Moim zdaniem zdecydowanie tak. Osoby niejako związane z medycznymi zawodami pochłoną ją w parę chwil, a dla osób spoza tego kręgu jest do dobra okazja do tego, żeby głębiej spojrzeć na to, o co walczą rezydenci. Choć książka ukazuje brytyjski system kształcenia lekarzy, to można w niej znaleźć wiele podobieństw, które laikowi mogą uzmysłowić, w czym tkwi problem. 
I w dodatku autor przedstawia naprawdę przezabawne sytuacje. Nie wierzycie? Oceńcie sami. 
(…) zaglądam na Twittera, który aż huczy od sensacyjnej wiadomości podanej przez serwis plotkarski TMZ. ,,O Chryste - z moich ust wyrywa się stłumiony okrzyk. - Michael Jackson nie żyje!'' Jedna z pielęgniarek wzdycha i podnosi się z krzesła, pytając: ,,Które to łóżko?''.

Aleksandra

Komentarze

  1. Jak widać w każdym kraju jest ten sam problem. W Niemczech też narzekają :( Cóż może z ciekawości przeczytam :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Na pewno po nią sięgnę, a ku mojemu szczęściu wiem, że jest w bibliotece u mnie, także nic nie stoi mi na drodze! Może za biografiami nie przepadam, ale ta pisana w formie dziennika na pewno przykuje moją uwagę na dłużej. No i sam fakt, że po prostu można zagłębić się temat medycyny strasznie mnie intryguje!

    Pozdrawiam, Jabłuszkooo ♡
    Szelest Stron

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Już samo wyświetlenie przez Ciebie tego posta jest dla nas ogromną nagrodą. Komentarz jest jak prezent pod choinką. Każdy jest przez nas czytany i doceniany. Dziękujemy!

Popularne posty z tego bloga

Orange is the New Black - sezon 5 (uwaga! spoilery)

"Poradnik pozytywnego myślenia" Matthew Quick