"Intruz"- Stephenie Meyer



   "Intruz" czekał u mnie na półce już kilka lat. Czy to dobrze? Myślę, że tak, bo właśnie teraz jest dla niego najlepszy czas. Dlaczego? Bo właśnie ta książka po trzech latach liceum obudziła we mnie znowu pasję do czytania. Co ciekawe, pierwszą lekturą przeczytaną z własnej woli było także dzieło Stephenie Meyer "Zmierzch". Może to tylko przypadek, może nie, ale niewątpliwie dzięki "Intruzowi" mam ogromny zapał do czytania, a także do pisania. ;)

   "Intruz" to książka opowiadająca o świecie pełnym miłości, harmonii i szacunku. Wszystko za sprawą Dusz- organizmów wszczepianych w ciała Żywicieli- ludzi. Dusze to organizmy przejmujące całkowitą kontrolę nad ciałami Żywicieli, jednak jak się okazuje, nie zawsze. Melanie zostaje pewnego dnia odkryta przez Łowców i w jej ciało zostaje wczepiona Dusza. Nikt nie spodziewa się, że to ciało może stawiać opór. Miłość dziewczyny do brata i Jareda jest jednak tak silna, że pozwala jej przetrwać we własnym ciele i opierać się wrogowi...

"Kto wie, czy na tej planecie każda radość nie musiała być okupiona taką samą ilością bólu, jak gdyby istniała jakaś tajemna waga, której szale zawsze były równe".

   "Intruz" to mieszanina ciągłego napięcia, strachu, złości i łez z miłością, podnieceniem, adrenaliną i wybuchami radości. W trakcie czytania nie raz moje mięśnie napinały się wyczekująco czy w akcie bezradności. Muszę przyznać, że akcja była zaskakująca, lecz momentami także bardzo przewidywalna. Niestety. Mimo to, było przyjemnie obserwować losy bohaterów i ich zmieniające się kreacje.

   Muszę przyznać, że podczas czytania porównywałam główną bohaterkę do Belli ze "Zmierzchu". Myślę, że dużo osób obawia się, że sięgając po "Intruza" spotka się znowu z bezradną, strachliwą dziewczyną zapatrzoną w chłopaka. Oświadczam, że obawy te możecie odstawić na bok. Melanie mimo tego, że często "truchleje z przerażenia" jest dziewczyną odważną i zdecydowaną, więc jej strach wynikający z natury Duszy, nie jest irytujący.

   Podsumowując- książka napisana jest przyjemnym, zróżnicowanym językiem, postacie są różnorodne, choć niektóre zbyt infantylne (Jamie), wątek miłosny jest ważny, lecz niezbyt nachalny, a ja nie mogłam przestać czytać aż do 4 nad ranem, kiedy to oczy odmówiły mi posłuszeństwa.
    Polecam! Niepowtarzalna historia.

   P.S. W planach autorka ma podobno wydanie dwóch kolejnych tomów nawiązujących do "Intruza" i mimo że dla mnie ta historia jest skończona, to jestem ciekawa kolejnych części. :)



"Nigdy nie wiesz, ile czasu ci zostało."

 ~Patrycja

Komentarze

  1. Uwielbiam tę książkę :) ciekawa jestem czy w końcu powstanie kolejny tom

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja też mam u siebie wiele książek, które naprawdę długo czekają na przeczytanie ;) Nie czytałam "Intruza" i póki co jakoś niespecjalnie mam na niego ochotę...

    Pozdrawiam
    Caroline Livre

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czekam na opinię, gdy już w końcu przeczytasz. :)

      Usuń
  3. Mam w planach przeczytać tę książkę. Mam pewne obawy, bo jednak to Meyer. Parę lat temu pewnie kijem bym nie tknęła czegokolwiek od tej autorki (po lekturze "Zmierzchu" miałam bardzo negatywną opinię o jej książkach), ale teraz jestem bardziej otwarta na książki, które potencjalnie mogłyby mi się nie spodobać ;) Mam nawet w planach ponownie spróbować ze "Zmierzchem" :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja muszę przyznać, że kiedyś "Zmierzch" bardzo mi się podobał. Teraz... cóż, wolę do niego nie wracać, szczególnie kiedy mowa o ekranizacji. :D

      Usuń

Prześlij komentarz

Już samo wyświetlenie przez Ciebie tego posta jest dla nas ogromną nagrodą. Komentarz jest jak prezent pod choinką. Każdy jest przez nas czytany i doceniany. Dziękujemy!

Popularne posty z tego bloga

Ognisty unboxing, czyli co kryje się w nowym boxie od Moondrive.

"Zaklinacz ognia"- Cinda Williams Chima, przedpremierowo

Październikowa zabawa u Oli z Imperium Książkomaniaczki