Orange is the New Black - sezon 5 (uwaga! spoilery)

 
facebook.com/OITNB


Rewolucja w Litchfield! Kobiety biorą sprawy w swoje ręce i wspólnie walczą o dobro własne oraz o dobro ogółu! - czy taki eksperyment twórców serialu Orange is the New Black mógł mieć dobry skutek? Poznajcie moją opinię na ten temat.

Czy obawiałam się 5 sezonu serialu, który uważam za zjawiskowy pod względem formy, gry aktorskiej, charakteryzacji, dialogów, montażu, scenariusza itd - owszem, tak. Życie uczy, że jeśli coś jest dobre, to bardzo łatwo jest to zniszczyć. OITNB od samego początku, przez 4 sezony trzymał równy poziom. Każda z kobiet odgrywała ważną rolę. Na początku była to przede wszystkim Piper Chapman, później twórcy skupili się na uwydatnianiu innych postaci i charakterów, głównie poprzez przedstawianie ich historii w postaci retrospekcji. Czy zatem załamanie akcji i odejście w coś o wiele bardziej odważnego było dobrą decyzją ze strony twórców serialu? Najlepszą, jaką mogli podjąć. Czy twórcy dobrze się do tego zabrali?

Pierwsza scena nowego sezonu rozpoczyna się w tym momencie, w którym zakończono sezon 4 - Daya trzyma broń przed jednym ze strażników. Dało to ciągłość akcji, czułam się, jakbym w ogólne nie przerywała oglądania, jakbym poprzednie odcinki oglądało wczoraj. A co potem? Anarchia. Strażnik zostaje postrzelony, pozostali strażnicy zostają zniewoleni. Więźniarki organizują się w mniejsze i większe grupki, które mniej lub bardziej identyfikują się z zaistniałą sytuacją. Władzę w więzieniu obejmuje grupa Latynosek, które najprawdopodobniej uważają Dayę za swoją liderkę. Daya jednak nie ma zamiaru niczemu przewodzić, choć wszyscy boją się jej, bo nadal ma broń. Tą, która staje na czele buntu zostaje Ruiz. Flores zamyka wszystkie drogi ucieczki z więzienia. Kobiety wydają się być prawdziwie zdeterminowane do walki o swoje prawa. Nie tracą też okazji do upokorzenia strażników (np. scena z rewizją osobistą w więziennej kaplicy). Sytuacja zmienia się, gdy Daya traci broń...

To tylko zarys tego, co dzieje się w Litchfield. Wiele kobiet = wiele wątków. Ci, którzy obawiali się, że zabraknie tu jednostek indywidualnych - mylili się. Ten sezon może nie wybija się pod tym względem aż tak bardzo, jak dwa poprzednie, ale nie jest źle. Moim zdaniem najlepiej zostali ukazani Frieda, Taystee, Gloria i Piscatella. Uwaga należy się także postaciom tj. Doggett, Big Boo, Nichols, duet Flaca i Maritza (aka Flaritza) i Suzanne - graną przez niesamowitą jak zawsze Uzo Adubę.

Sezon 5 zaskoczył mnie pod wieloma względami. Uważam, że twórcy należycie udźwignęli wątek buntu i zamieszek. Wszystko, co jest z nim związane jest dość wyważone, przedstawione w ciekawy sposób, z dużą dawką dramatu i komedii, co jest już chyba charakterystyczne dla OITNB. Zaskoczyło mnie jednak wiele niepotrzebnych scen i retrospekcji, jakby chciano za dużo wrzucić w te 13 odcinków. Myślę, że spokojnie można było pominąć wracanie do przeszłości Red i Watson, a należało skupić się bardziej na chociażby Dayi i Glorii. Swoją drogą, miałam cichą nadzieję, że Daya zostanie głównym bohaterem całego sezonu, ale cóż... nie można mieć wszystkiego.
Błędem było także nie do końca właściwe zestawienie scen. Mam wrażenie, że w 13 odcinkach serialu znajduje się dużo chaosu, jakby przebieg akcji nie był dobrze kontrolowany. Być może, gdybym oglądała 5 sezon jako maraton, aż tak bardzo bym tego nie odczuła. Oglądałam go jednak w przeciągu 4 dni i muszę przyznać, że czasem gubiłam się.

Niewątpliwie jest to sezon momentów, lepszych i gorszych scen oraz zestawień. Można tu odnaleźć wiele scen zabawnych, romantycznych, dramatycznych, wzruszających. Są to chociażby walka Glorii o zobaczenie się z synem, spotkanie Ruiz z córeczką, trudne dochodzenie do siebie Dayi po postrzeleniu strażnika, piękna scena upamiętniająca Poussey, walka Taystee o ukaranie mordercy przyjaciółki oraz o wypełnienie listy żądań wszystkich więźniarek.

Mimo kilku rozczarowań, serial ogląda się niemalże jednym tchem. Traktuje o tym, co ważne - o godności człowieka, szacunku, o dawaniu szansy. Kobiety z Litchfield, pomimo swoich osobistych i w gruncie rzeczy banalnych zachcianek (tak, tak, mam na myśli Cheetosy), chciały dobrze. Chciały odbyć swoją karęw więzieniu, w którym mogłyby być traktowane, jak ludzie.

Jak każdy bunt i ten, po trzech dniach upadł. Z jakim skutkiem dla uczestniczek? Tego dowiemy się w kolejnym, szóstym już sezonie.

Oglądaliście już 5 sezon Orange is the New Black? Co o nim sądzicie?

Aleksandra




Komentarze

  1. Nigdy nie słyszała o tym serialu i nie jestem pewna, czy to aby na pewno moje klimaty...
    Pozdrawiam
    Caroline Livre

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozumiem, wielu z moich znajomych również nie jest przekonana do jego specyficznego klimatu. Mimo wszystko polecam go Twojej uwadze. A nuż będziesz kiedyś chciała sięgnąć po coś o podobnej tematyce..?
      Również pozdrawiam :)

      Usuń

Prześlij komentarz

Już samo wyświetlenie przez Ciebie tego posta jest dla nas ogromną nagrodą. Komentarz jest jak prezent pod choinką. Każdy jest przez nas czytany i doceniany. Dziękujemy!

Popularne posty z tego bloga

Ognisty unboxing, czyli co kryje się w nowym boxie od Moondrive.

"Zaklinacz ognia"- Cinda Williams Chima, przedpremierowo

Październikowa zabawa u Oli z Imperium Książkomaniaczki